Zdrowie i uroda

Kremy do opalania: chronią czy szkodzą?

Czerwiec 1, 2019
Kremy do opalania: chronią czy szkodzą?

Kremy do opalania: chronią czy szkodzą?

O tym, że promieniowanie słoneczne jest szkodliwe, chyba nikogo nie trzeba w dzisiejszych czasach przekonywać. Oprócz samych zmian nowotworowych, dochodzi przyspieszone starzenie się skóry, reakcje oparzeniowe itp. Wszystkie media od lat trąbią, aby unikać przebywania na słońcu, aby stosować kremy
z filtrami. Trudno nie zgodzić się z powyższym, jednakże moim zdaniem, jak we wszystkich przypadkach, najważniejszy jest zdrowy umiar. Niestety ale tak bardzo lubię wychodzić na słońce, lubię pogrzać sobie kości po zimie, wiadomo, że w samo południe nie lezę plackiem, ale z drugiej strony, niejednokrotnie próbuję „łapać promienie” kiedy tylko mam sposobność, np. idąc po bułkę do piekarni 🙂
Pozostaje pytanie: Kremy do opalania – chronią czy szkodzą?

Smarowanie na potęgę!
Ale… Kremy do opalania: chronią czy szkodzą?

Kosmetyczki od lat mi mówią, aby stosować ochronę UVB, od niedawna, także UVA, najlepiej przez cały rok, ale latem to już obowiązkowo. Wszystko po to, aby zachować lepszą kondycję skóry, „na potem”.

No więc co… ano smarowałam się tymi kremami jak należy, jak pewnie większość z Was. A jak nie smarowałam dedykowanym kremem do opalania, to przynajmniej kupowałam krem na dzień do twarzy
z filtrem. Wszystko fajnie, aż tu nagle się okazało, że więcej nowotworów skóry występuje wśród osób stosujących ochronę przeciwsłoneczną, niż u tych bez! Wszystko zależy, na jakie filtry się zdecydujemy…

Filtry chemiczne

Najczęściej stosowaną substancją jest oxybenzon – pochodna benzafenonu, znany również pod nazwami: Eusolex 4360, Escalol 567, benzonofenon-3, hydroxi-methoxi-benzophenon, 3-Benzophenon, 2-Hydroxy-4-methoxybenzophenon. Znajduje się w 80% preparatów przeciwsłonecznych. Co ciekawe, jest zakazany
w Japonii. Dlaczego? Dlatego, że co prawda chroni nas przed promieniowaniem, ale sam wchłania się
w skórę i przenika do naszych tkanek, gdzie zostaje na długo. Substancja ta jest uznawana za toksyczną, powoduje zmiany hormonalne, uszkadza komórki i w konsekwencji, może prowadzić do powstawania zmian nowotworowych. Związek ten również często powoduje reakcje alergiczne skóry.

Amerykańskie Towarzystwo EWG (The Enviromental Working Group) przedstawiło badania prowadzone przez CDC (Centers for Disease Control and Prevention), dotyczące ryzyka związanego ze stosowaniem preparatów zawierających Oxybenzone, a więc kosmetyków z filtrem przeciw słonecznym. Jak podaje,
96,8 % amerykańskiego społeczeństwa posiada ślady tej substancji w swoim organizmie –  źródło – klik.

Niepokojące wyniki badań naukowych z 2019 r.

„Świeżutkie” badanie naukowe, z 04.05.2019 r., miało za cel określenie, czy składniki kremów do opalania przenikają do krwioobiegu. Ochotnicy smarowali się czterema popularnymi preparatami. Jak się okazało, już po pierwszym dniu poziomy testowanych substancji, m.in. oxybeznonu, osiągnęły wartości, które znacznie przekraczają poziom, przy którym FDA wymaga testów bezpieczeństwa (wszystko powyżej
5 nanogramów na mililitr) . Pełny tekst badania – klik. Uznano, że sprawa jest na tyle ważna, że wymaga przeprowadzenia dalszych badań, na szerszą skalę.

Oxybenzone, niestety, szkodzi również zwierzętom morskim, powodując obumieranie raf koralowych, zaburza rozmnażanie ryb – klik. A wiecie, że najwyższe jego stężenia są w wodach wokół Wysp Kanaryjskich, na Hawajach i w Południowej Karolinie ?

W preparatach spotykamy również inne substancje chemiczne, mam na myśli oktokrylen i okrtynoksat , które mogą przyczyniać się do rozwoju czerniaka złośliwego,  odpowiadającego za 75% zgonów z powodu raka skóry. Zdaniem amerykańskich naukowców, stosowanie filtrów chemicznych jest sprawą dyskusyjną gdyż w jest tutaj więcej strat niż zysków.

Filtry fizyczne

W przeciwieństwie do poprzednich, nie pochłaniają promieniowania, a je odbijają. Generalnie uważa się je za korzystniejsze dla naszego zdrowia. W składzie danego preparatu związki fizyczne znajdziemy zazwyczaj pod jedną z 2 nazw: titanium oxide = dwutlenek tytanu oraz zinc oxide = tlenek cynku. Ich wadą jest trudniejsze rozsmarowywanie, często pozostawiają na skórze białą warstwę, a aplikację trzeba częściej powtarzać. Dodatkowo, i one mają swoją ciemna stronę, gdyż tlenek cynku może wzmagać uwalnianie wolnych rodników, a jego spożycie jest toksyczne. Ja na szczęście preparatów do opalania nie zjadam 😉

Nie potrafię zweryfikować powyższej obiegowej opinii, jednak myślę sobie, że cynk występuje on przecież
w wielu kremach, z uwagi na jego korzystny wpływ na skórę.

Naturalne olejki

Możecie również znaleźć informacje o ochronnym działaniu olejków, np. malinowego czy marchewkowego. Jednakże w tym przypadku nikt nie zagwarantuje Wam, na jakim poziomie dają one ochronę. Ja nie jestem ich fanką, gdyż po dłuższym stosowaniu dostałam na nie uczulenia, przez co mam problemy z cerą do dziś. Wspominam je bardzo źle.

A co z witaminą D?

Jeżeli blokujemy promieniowanie, równocześnie stopujemy wytwarzanie witaminy D3 w naszej skórze.
A więc dochodzimy do paradoksu, w którym blokujemy UVB aby siebie chronić równocześnie blokujemy wytwarzanie witaminy D3 , odpowiedzialnej m.in. za pracę układu immunologicznego. Kiedyś słyszałam
o badaniach przeprowadzonych na Florydzie, czyli w miejscu bardzo nasłonecznionym. Sprawdzano, jaki poziom tej witaminy mają we krwi tamtejsi mieszkańcy. Okazało się, że większość ma jej niedobór. Powodem – preparaty przeciwsłoneczne.

Kremy do opalania: chronią czy szkodzą?

Kończąc, wrócę do początku – zdrowy rozsądek 🙂

Staram się stosować kremy z filtrami fizycznymi. Latem, gdy nie jestem na wakacjach, a większość dnia siedzę w pracy, w stroju nie odsłaniającym nadmiernie ciała, stosuję je tylko na twarz – tyle na przejście
mi wystarczy. W ten sposób chronię delikatną w tym miejscu skórę przed uszkodzeniami, a równocześnie syntetyzuję sobie witaminę D3 ….  nogami 😉

Jak możesz zamówić olejki eteryczne, przeczytasz tutaj. Formularz dostępny tutaj